Nie zawsze tani jest dobrze

Hobby, rozrywka

W tym roku na ferie chcieliśmy wybrać się do północnych Włoch. Pogoda w ojczyźnie jak zazwyczaj pewnie nie dopisze, więc doszliśmy do wniosku, że bierzemy mapę, kamerę, namiot aparaty fotograficzne i pędzimy na południe. Plan zakładał, że ferie spędzimy tanio i jednocześnie zobaczymy mnóstwo ciekawych miejsc. Przywieziemy fajne zdjęcia.

Podróż przez pierwsze trzy dni przebiegała świetnie. Cywilizowane kraje, z dużą ilością dróg szybkiego ruchu, gdzie ludzie są sobie przychylni to znakomite miejsce do przemieszczania się autostopem. Większość trasy przebyliśmy jadąc jednym samochodem długie odcinki drogi. Jednocześnie mieliśmy okazję odwiedzić kilka miejsc, o których marzyliśmy już od bardzo dawna. Poznaliśmy też kilku ciekawych oryginałów, którzy podróżowali tak jak my.

Po dotarciu na wybrzeże same porażki - kemping, który wybraliśmy nie miał kompletnie żadnej infrastruktury, nie było prysznicy, ani toalet - zupełnie jak 30 lat temu w Polsce - tylko koszty podobne do wynajęcia pokoju w hotelu. Co zresztą zrobiliśmy, po dwóch dniach pobytu przenieśliśmy się do motelu. Całość wydatków codziennych wyszła nawet taniej, bo Bed and breakfast było 5 euro na osobę tańszy niż pole namiotowe bez prysznica i samodzielne gotowanie.

Ograniczony czas wakacji niestety nie pozwolił nam na odwiedzenie wszystkich okolicznych zakamarków. Troszkę chodziliśmy na dziką plaże, troszkę wspinaliśmy się po klifach, trochę próbowaliśmy przysmaków miejscowej kuchni. Niestety w trakcie jednej z wypraw na skałki ktoś był uprzejmy rąbnąć nam cały plecaczek. Pal licho ręczniki, ale niestety przy okazji zginął też aparat Nikon D5000 oraz walkmann Kodak. Trochę nam to skwasiło nastój i niestety spowodowało wydatki. Ostatni tydzień niestety cały czas padało, więc do domu powróciliśmy w nastrojach minorowych z poczuciem straconego urlopu.